160
BAZA TELEFONÓW » Philips 160
  Ocena: brak 1 2 3 4 5

Cechy i funkcje telefonu:

  •  
Dane techniczne:

  System działania:  GSM 900/1800
  GPRS:  nie
  EDGE:  nie
  HSCSD:  nie
  Szerokosc  47.5mm
  Wysokosc  99.9mm
  Grubosc  18.7mm
  Waga  84g
  Objętość:  brak danych
  Rozdzielczosc:  101 x 80 pikseli
  Ilość kolorów  -
  Rodzaj matrycy:  -
  Dodatkowy wyswietlacz  brak danych
  Czas czuwania (MAX):  400 godz. (16 dni i 16 godz.)
  Czas rozmowy (MAX):  360 min.
  Bateria:  -
  Alarm wibracyjny:  tak
  Dzwięki polifoniczne:  tak
  Obługa aplikacji Java:  brak danych
  WAP:  tak
  Zegar:  tak
  Budzik:  tak
  Książka telefoniczna:  tak
  Kalkulator:  tak
  Terminarz:  brak danych
  Notatnik:  brak danych
  Pamięć połączeń:  brak danych
  GRY:  brak danych
  Radio:  nie
  Zestaw głośnomówiący wbudowany:  brak danych
  Słownik T9/iTAP:  tak
  Bluetooth:  nie
  Wi-Fi  brak danych
  Sync ML:  brak danych
  Funkcje głosowe:  brak danych
  Obsługa wiadomości:  tak
  Cyfrowy aparat foto:  nie
  Nagrywanie/odtwarzanie Video:  nie
  Obudowy wymienne:  brak danych
  Rodzaj  brak danych
  Polaczenia oczekujace:  brak danych
  Polaczenia konferencyjne:  brak danych
  Transmisja danych:  brak danych
  Port podczerwieni (IrDA)  nie
  Przekierowanie polaczen  brak danych
  Zawieszenie rozmów:  brak danych
  Dyktafon:  nie
  Wybieranie głosowe:  brak danych
  Data:  tak
  Kalendzarz:  brak danych
  Liczba dzwonków:  brak danych
  Podłączenie do komputera:  nie
  Call repeat:  brak danych
  Transmisja faxów:  -
  Modem:  brak danych
  Any key answer:  brak danych
  Rok wprowadzenia na rynek:  brak danych
  Profile:  brak danych

Dostepne usługi na telefony marki Philips:
Opinie o telefonie 160

Nick:

Host:

Opinia:

Powrót

Inne telefony marki Philips
Xenium_9660 - Xenium_650 - Fisio_822 - Fisio_620 - Fisio_610 - Fisio_311 - 968 - 960 - 868 - 855 - 768 - 755 - 680 - 659 - 655 - 530 - 350 - 160 -



On Pana zastepuje i on w niebytnosci Pana zwykl sam przyjmowac i zabawiac gosci (Daleki krewny panski i przyjaciel domu). Widzac goscia, na folwark dazyl po kryjomu (Bo nie mogl wyjsc spotykac w tkackim pudermanie); Wdzial wiec, jak mogl najpredzej, niedzielne ubranie Nagotowane z rana, bo od rana wiedzial, ze u wieczerzy bedzie z mnostwem gosci siedzial. Pan Wojski poznal z dala, rece rozkrzyzowal I z krzykiem podroznego sciskal i calowal; Zaczela sie ta predka, zmieszana rozmowa, W ktorej lat kilku dzieje chciano zamknac w slowa Krotkie i poplatane, w ciag powiesci, pytan, Wykrzyknikow i westchnien, i nowych powitan. Gdy sie pan Wojski dosyc napytal, nabadal, Na samym koncu dzieje tego dnia powiadal. "Dobrze, moj Tadeuszu (bo tak nazywano Mlodzienca, ktory nosil Kosciuszkowskie miano Anna nie slyszala skrzypniecia drzwi. Mimo kilku godzin snu czula teraz wieksze znuzenie niz z rana po zle przespanej nocy. Obudzila sie o wczesnym zmierzchu. Z poczatku, zaskoczona pelnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w glebi za oknem zarys plota i drzewo o czarnych, gnacych sie galeziach, nie mogla zorientowac sie, gdzie sie znajduje. Nie zdazyla sie jeszcze przyzwyczaic do tej duzej, obcej izby tak roznej od pokoju, ktory ostatnio zamieszkiwala. Gdy o podobnej godzinie budzila sie w Warszawie, widziala przez zmetniala szybe zalosnie obwisla rynne, dalej obdrapana sciane pelna jakichs niepotrzebnych gzymsow i ozdob, watlych balkonikow i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyzej czarny, wilgotny, gesto polatany dach, smetne dymniki uwiklane w pajeczynowe nitki drutow radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z caloscia, w bezruchu zastygly, jakby ze starej ilustracji wyciety plat nieba. Gdy nadchodzil przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacinal z ukosa, wowczas dymniki szamotaly sie apatycznie, potem z rosnacym mrokiem zapadal ospaly spokoj, tylko wiatr uwieziony pomiedzy murami belkotal ptrzytlumionym oddechem. Tak w ciagu wielu miesiecy zzyla sie z tym obrazem, ze nim zdazyla teraz podniesc powieki, byla pewna, ze taki wlasnie widok narzuci sie jej oczom. Pomyslala, ze bedzie musiala zaraz ubrac sie i wyjsc na ulice. Zaczela sie nawet zastanawiac, czy nie powinna zmienic dzielnicy. Moze jeszcze raz sprobowac srodmiescia? Moze... Westchnela ciezko. Gdybyz mozna bylo schronic sie przed tym wszystkim w sen dlugi i twardy! Ale kiedy po chwili zdala sobie sprawe, ze nie jest juz w Warszawie - nie odczula ulgi. Dochodzila piata. Za godzine - obliczyla szybko - powinien przyjsc kierownik poczty. Znowu bedzie klac dogorywajaca zone... Usiadla na lozku, wsunela stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju bylo zimno, powietrze przesiakniete wilgocia czynilo chlod obslizglym i lepkim. Drzac narzucila szlafrok, pamietajacy jeszcze lepsze czasy, i podeszla do toalety. Spojrzawszy w lustro wzdrygnela sie. Nie mogla patrzec na siebie bez wstretu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmienilo ja zupelnie. Czasami miala wrazenie, ze kazdy dzien, kazda noc posuwaja naprzod dzielo zniszczenia. Nieraz, budzac sie z rana, zrywala sie pospiesznie z lozka i jeszcze oczy majac zaklejone od snu biegla do lustra. Starosc, nie, to nie o nia chodzilo. Niedawno przekroczyla wprawdzie czterdziestke, ale nie wygladala na wiecej lat. Zmienial sie tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzkow niegdys tak delikatny ulegl trywialnemu znieksztalceniu, usta ukladaly sie w przykry, wyuzdany grymas, oczy stracily wilgotny, miekki polysk. Anna czula, ze moze teraz pociagac tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, glos, spojrzenia, wszystko w niej obiecywalo rozpuste. Ile tez razy w oczach zaczepionych mezczyzn wyczytala nietajony odruch niecheci i pogardy. Ile brutalnych slow uderzylo ja po twarzy. Brali ja ci, ktorych twarze byly napietnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pekaly wobec niej wszelkie hamulce, opadaly maski, rwala sie w strzepy ukladnosc, brudny klab ciemnych pozadan wyciekal z obnazonych cial, jak ropa plynaca z odkrytej rany, oplatywal ja swymi mackami, chlonal i ssal. Czasami przeciez znajdowala nieomal zadowolenie w tym calkowitym i ostatecznym upadku. Czegoz moze od zycia zadac kobieta, od ktorej nikt procz krotkiej, nedznie oplaconej chwili rozkoszy niczego nie zadal? Nic sie juz stac nie moze. Zanurzyc sie wiec w te otchlan, dosiegnac samego dna... Z pewnoscia te wlasnie zgode na wszystko wyczytal w jej oczach Litowka, gdy bawiac przed tygodniem w Warszawie spotkal Anne na ulicy. Zdziwila sie, ze ja poznal. Nie widzieli sie bowiem od dziesieciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich laczyly. Anna zyla wowczas z Morawcem, stawiajacym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman byl mlodszy od niej, mial dwadziescia kilka lat, podobal sie jej. Pociagal zuchwaloscia, mocnym cialem, energia i tym nieuchwytnym blyskiem w oczach, ktory raz wydawal sie cierpieniem, a kiedy indziej okrucienstwem. Niewiele wiedziala o jego przeszlosci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierzal sie. Bedac szczerym, umial jednoczesnie byc skrytym. Czym obecnie zajmowal sie - to oczywiscie wiedziala. Ale to jej nie przeszkadzalo. Wierzyla, ze nie potknie sie. Pieniedzy mial zawsze pod dostatkiem. Miala wiec spokoj, nie potrzebowala chodzic po ulicy. W tym wlasnie czasie zaczal organizowac pierwsza swoja bande. Pewnego dnia przyprowadzil nowego kompana. Byl to Litowka. Przez kilka miesiecy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrotce jednak skonczylo sie to wszystko. Po jakiejs grubszej, krwawo zakonczonej historii, banda Morawca rozpadla sie. Paru chlopcow wpadlo, dostali po kilkanascie lat ciezkiego wiezienia. O Romanie sluch przepadl, zniknal rowniez Litowka. Spotkala go teraz dopiero. Dowiedziala sie, ze Morawca od lat juz nie widzial i w ogole od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skonczyl z podobnymi sprawami. Nie mial ochoty - wyznal - powedrowac na szubienice albo zginac w wiezieniu. Nie kazdy ma szczescie Morawca. Zreszta i jego szczescie moze pewnego pieknego dnia prysnac jak lupinka. Osiedlil sie wiec na kresach wschodnich. Za pieniadze, ktore mu przypadly z podzialu, wybudowal domek i urzadzil sklep z wyszynkiem. Zadowolony byl ze spotkania. Zaproponowal kolacje. Wstapili razem do baru. Ciagle opowiadal o sobie. Ale Anna wiedziala, ze szybko zdal sobie sprawe z sytuacji, w jakiej sie znajdowala. Nie potrzebowal pytac. Byla ubrana zle, z tandetna jaskrawoscia, wygladala niezdrowo; chciwie, choc starala sie panowac nad ruchami, rzucila sie na gorace jedzenie. Gdy zaproponowal jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodzila sie bez wahania. Nie miala nic do stracenia. W Warszawie czekal ja tylko glod, a w niedalekiej przyszlosci szpital lub zebranina pod kosciolem. Ludzie? Uwazala, ze wszedzie sa ci sami, jednakowo zli. Wolala wiec o tym nie myslec, cieszyc sie raczej, ze znajdzie sie na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobrazila sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odzyly w niej bolesnym szarpnieciem najdawniejsze, rzadko budzace sie wspomnienia. Wychynal z mroku czasu dzien wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jasminow, droga ocieniona rozlozystymi kasztanami, ujadanie psow... Ale zanim posrod tych migawkowych obrazow zdazyla zarysowac sie smiejaca twarz Pawla Siechenia, Anna wstala szybko i spytala Litowke: zatanczymy? W jego ciezkich ramionach, pod goracym, wodka przepojonym oddechem, znikly oczy i usta, ktorych wolala z odleglosci lat nie wywolywac. Zabawili w lokalu do poznego wieczora. Potem, po nocy, ktora dala Annie przedsmak tego, co ja czeka w Sedelnikach, wyjechali. Wies powitala ja wichura i deszczem
Designed by NetCoder
Dodatki ślubne
Dodatki ślubne
www.wyjdzzamnie.pl
Pozycjonowanie

www.motofanshop.com
Noclegi Mokiny

www.urlopnawigator.…
hire
hire, hire
www.art.hire.com.pl
Porost włosów
Twoje piękne włosy
www.pieknewlosy.info