Fisio_311
BAZA TELEFONÓW » Philips Fisio_311
  Ocena: brak 1 2 3 4 5

Cechy i funkcje telefonu:

  •  
Dane techniczne:

  System działania:  GSM 900/1800
  GPRS:  nie
  EDGE:  nie
  HSCSD:  nie
  Szerokosc  48.0mm
  Wysokosc  99.9mm
  Grubosc  25.0mm
  Waga  115g
  Objętość:  brak danych
  Rozdzielczosc:  , 5 linii
  Ilość kolorów  -
  Rodzaj matrycy:  -
  Dodatkowy wyswietlacz  brak danych
  Czas czuwania (MAX):  400 godz. (16 dni i 16 godz.)
  Czas rozmowy (MAX):  270 min.
  Bateria:  NiMH 670 mAh
  Alarm wibracyjny:  tak
  Dzwięki polifoniczne:  nie
  Obługa aplikacji Java:  brak danych
  WAP:  tak
  Zegar:  tak
  Budzik:  tak
  Książka telefoniczna:  tak
  Kalkulator:  tak
  Terminarz:  brak danych
  Notatnik:  brak danych
  Pamięć połączeń:  brak danych
  GRY:  brak danych
  Radio:  nie
  Zestaw głośnomówiący wbudowany:  brak danych
  Słownik T9/iTAP:  tak
  Bluetooth:  nie
  Wi-Fi  brak danych
  Sync ML:  brak danych
  Funkcje głosowe:  brak danych
  Obsługa wiadomości:  tak
  Cyfrowy aparat foto:  nie
  Nagrywanie/odtwarzanie Video:  nie
  Obudowy wymienne:  brak danych
  Rodzaj  brak danych
  Polaczenia oczekujace:  brak danych
  Polaczenia konferencyjne:  brak danych
  Transmisja danych:  tak
  Port podczerwieni (IrDA)  nie
  Przekierowanie polaczen  brak danych
  Zawieszenie rozmów:  brak danych
  Dyktafon:  brak danych
  Wybieranie głosowe:  brak danych
  Data:  tak
  Kalendzarz:  brak danych
  Liczba dzwonków:  brak danych
  Podłączenie do komputera:  nie
  Call repeat:  brak danych
  Transmisja faxów:  tak
  Modem:  brak danych
  Any key answer:  brak danych
  Rok wprowadzenia na rynek:  brak danych
  Profile:  brak danych

Dostepne usługi na telefony marki Philips:
Opinie o telefonie Fisio_311

Nick:

Host:

Opinia:

Powrót

Inne telefony marki Philips
Xenium_9660 - Xenium_650 - Fisio_822 - Fisio_620 - Fisio_610 - Fisio_311 - 968 - 960 - 868 - 855 - 768 - 755 - 680 - 659 - 655 - 530 - 350 - 160 -



Biegal po calym domu i szukal komnaty, Gdzie mieszkal, dzieckiem bedac, przed dziesieciu laty. Wchodzi, cofnal sie, toczyl zdumione zrenice Po scianach: w tej komnacie mieszkanie kobiéce? Ktoz by tu mieszkal? Stary stryj nie byl zonaty, A ciotka w Petersburgu mieszkala przed laty. To nie byl ochmistrzyni pokoj! Fortepiano? Na niem noty i ksiazki; wszystko porzucano Niedbale i bezladnie; nieporzadek mily! Niestare byly raczki, co je tak rzucily. Tuz i sukienka biala, swiezo z kolka zdjeta Do ubrania, na krzesla poreczu rozpieta. A na oknach donice z pachnacymi ziolki, Geranium, lewkonija, astry i fijolki. Podrozny stanal w jednym z okien - nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdys zaroslym pokrzywa, Byl malenki ogrodek, sciezkami porzniety, Pelen bukietow trawy angielskiej i miety. Drewniany, drobny, w cyfre powiazany plotek Pan Tadeusz 7 Adam Mickiewicz Polyskal sie wstazkami jaskrawych stokrotek. Grzadki widac, ze byly swiezo polewane; Tuz stalo wody pelne naczynie blaszane, Ale nigdzie nie widac bylo ogrodniczki; Tylko co wyszla; jeszcze kolysza sie drzwiczki swiezo tracone; blisko drzwi slad widac nozki Na piasku, bez trzewika byla i ponczoszki; Na piasku drobnym, suchym, bialym na ksztalt sniegu, slad wyrazny, lecz lekki; odgadniesz, ze w biegu Chybkim byl zostawiony nozkami drobnemi Od kogos, co zaledwie dotykal sie ziemi. Podrozny dlugo w oknie stal patrzac, dumajac, Wonnymi powiewami kwiatow oddychajac, Oblicze az na krzaki fijolkowe sklonil, Oczyma ciekawymi po drozynach gonil I znowu je na drobnych sladach zatrzymywal, Myslal o nich i, czyje byly, odgadywal. Przypadkiem oczy podniosl, i tuz na parkanie Stala mloda dziewczyna. - Biale jej ubranie Wysmukla postac tylko az do piersi kryje Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu.
Designed by NetCoder
Dodatki ślubne
Dodatki ślubne
www.wyjdzzamnie.pl
Pozycjonowanie

www.motofanshop.com
Noclegi Mokiny

www.urlopnawigator.…
hire
hire, hire
www.art.hire.com.pl
Porost włosów
Twoje piękne włosy
www.pieknewlosy.info